Z wikipedii wynika, że Jacek Rostowski jest pojedynczym bakałarzem i podwójnym magistrem (w tym ekonomii), zaś tym ostatnim został w 1975 roku w London School of Economics and Political Science. Później był m.in. doradcą ekonomicznym Leszka Balcerowicza, prezesa NBP oraz rządu rosyjskiego. Mimo nie posiadania stopnia doktora, na prywatnej uczelni w Budapeszcie mianowano go profesorem, gdzie był szefem Katedry Ekonomii.

Wczoraj Grzegorz Napieralski, a dzisiaj Jarosław Kaczyński podkreślili, że Jacek Rostowski jest tylko magistrem, z tym że Kaczyńskiemu wyrwało się dodatkowo mało eleganckie określenie  bakałarz, a więc stojący niżej w hierarchii niż magister. Nie wiem, co to miało oznaczać. Jednocześnie prezes zapewnił, że PiS przeciwwstawi mu w ewentualnej debacie osobę posiadającą tytuł profesora.

Minister finansów, a więc m.in. główny kasjer kraju, to stanowisko newralgiczne w każdym rządzie. Chyba nigdy dotychczas nie było problemów z określeniem naukowego statusu osoby zatrudnionej na tym stanowisku. Sprawa nabiera innego kolorytu, jeśli uwzględnić stan polskich finansów, a zwłaszcza poziom tzw. długu publicznego. Chciałbym bowiem wierzyć, że minister finansów jest osobą w pełni odpowiedzialną za ewentualne zaniedbania i niedopatrzenia. Nie życzyłbym sobie, by później serwowano nam teksty w rodzaju:  "A czegóż tu wymagać od magistra!".  Stanowiska zajmowane w przeszłości przez Jacka Rostowskiego zdają się dawać nadzieję, iż do tego nie dojdzie, ale pewności takiej nie mam.

Bardzo zależy mi na debacie Jacek Rostowski vs. Zyta Gilowska. Nie wiem, jak inni, ale mam dość duże zaufanie do wiedzy ekonomicznej prof. Gilowskiej i jej kompetencji na stanowisku ministra finansów. Minister Jacek Rostowski znany jest z niewyparzonego wobec opozycji języka, minister Gilowską zapamiętałem jako świetnego mówcę, która potrafi prosto wyłożyć skomplikowane zjawiska ekonomiczne zarówno w makro-, jak i w mikroskali. Ponadto ma pamięć do liczb, którymi uzasadnia swoje ekonomiczne tezy.

Nie chciałbym niczego ujmować ministrowi Rostowskiemu i dla dobra Polski (a nie PO lub PiS) jestem za tym, by do takiej merytorycznej i niekrótkiej debaty doszło, nawet gdyby miało to być jedyne starcie między przedstawicielami tych ugrupowań. Nie doczytałem, czy minister Rostowski jest członkiem PO (minister Gilowska nie jest członkiem PiS), ale to bez znaczenia w świetle wyżej przytoczonych argumentów.

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jacek_Rostowski

http://infolinia.org/poradnik/news/2096/slowniczek-angielskich-skrotow.html